RSS
piątek, 05 maja 2017

No więc przyszedł w końcu mój ulubiony miesiąc: zielony, pachnący, nie za ciepły, nie za zimny (zwykle), przeplatany krótkimi deszczami, po których intensywności bez problemów można rozpoznać jaki mamy miesiąc. Uwielbiam maj :) Zamierzam go spędzić maksymalnie poza domem. Nie żebym nie lubiła własnego lokum, ale szkoda w takim czasie w nim siedzieć.

Na szczęście w pracy panuje spokój, żadnej nagonki. Można spokojnie wyrobić się w ustawowe osiem godzin. To też zasługa nowych osób, które były już po prostu niezbędne. Dzięki nim nie tylko rozładowaliśmy ilość pracy, ale - nie ma co ukrywać - dostały w zakresie obowiązków rzeczy nie chciane przez nas. Takie, które robiliśmy bo nie miał się nimi kto zająć, ale właściwie często trochę na "czuja", bo ani nie było czasu ani ochoty, żeby w tych "marginalnych" sprawach się dokształcać. Więc - poza niechcianymi nadgodzinami - kamień z serca, bo o pomyłki nie trudno.

Nowe koleżanki (sztuk: dwie) są takie troszkę śmieszne, bo dla jednej jest to pierwsza praca, więc jest mieszanką entuzjazmu, niepewności i próby wykazania się. Druga pracowała wcześniej przy sprawach celnych, więc "żyje jeszcze na pograniczu dwóch światów". W praktyce oznacza to, że musimy wysłuchiwać opowiastek o poprzedniej pracy, czasem trudnych do pojęcia, czasem śmiesznych, czasem nudnawych jak ta o poszukiwaniu przez celników nielegalne maszyny do papierosów, sprawdzaniu obcokrajowców podróżujących po kraju na innych blachach, "pilotowaniu" tirów, które ugrzęzły na innych granicach, itd. Ale nieważne, ważne, że są i że wkręcają się w pracę.

A przez to, że nie muszę siedzieć po godzinach, będę mogła dziś skorzystać z pięknej pogody. Po sprawdzeniu wczoraj prognozy, wybrałam się dziś na rowerze do pracy. Co prawda padający wcześniej deszcz trochę mnie przestraszył, ale już jest ok. Wkrótce można wracać spokojnie, zahaczając o park. Jest pięknie :)

czwartek, 06 kwietnia 2017

Nie wiem kto wymyślił powiedzenie, o tym że kwiecień przeplata lato z zimą, ale miał rację. Najlepszym przykładem jest dzisiejszy dzień: rano było zimno - teraz jest względnie ciepło. Rano padał deszcz, później śnieg, teraz świeci piękne słońce. Był wiatr, ale się uspokoił. Nie było co prawda mrozu, ale mroźnym powietrzem rano zawiewało. A więc pełen kalejdoskop doznań atmosferycznych jednego dnia.

Miło byłoby, gdybyśmy mogli już odfajkować zimę i liczyć - może nie na lato - ale przyjemną cieplutką wiosnę :)

wtorek, 21 marca 2017

W końcu się doczekaliśmy :) Dziś pierwszy dzień wiosny, tej kalendarzowej, bo astronomiczna ponoć zaczęła się wczoraj. Dla mnie wiosna zawsze będzie się zaczynać 21 marca, kiedy to chodziło się na wycieczki szkolne albo na wagary ;) Co dziwne, moje dziecię miało dziś normalne lekcje... U nas by to nie przeszło. Ale tego oczywiście mu nie powiem :)

Dzisiaj cieplutko, jutro ma być gorzej. Oby na krótko, bo już się nastawiam na spanie przy otwartym oknie i siedzenie z książką na tarasie. 

I tylko trochę szkoda, że wiosen nam przybywa...

poniedziałek, 13 marca 2017

Wczoraj doszłam do wniosku, że mój zdrowy rozsądek wziął sobie ostatnio wolne. Oby nie na długo. Mam nadzieję, że to tylko skutek wiosennego przesilenia czy czegoś w tym stylu, jakieś krótkotrwałe wahnięcie. A chodziło o to, że na wiosnę postanowiłam zmienić sposób ubierania na bardziej kobiecy. Przy okazji pożegnałam się z zimowymi ciuchami. W weekend wybraliśmy się do rodziny w góry. Kiedy wyjeżdżaliśmy może nie było jakoś wyjątkowo ciepło, ale bez tragedii. Ubrałam więc ramoneskę i buty na obcasie. W niedzielę miałam ochotę na spacer po górach, nie dużych, nie kamienistych, ale jednak górach. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że spacerowanie tam to nie to samo co po wrocławskim rynku czy galerii i że buty na obcasie (mimo, że nie na szpilce) jednak nie będą tam a propos... Nie przyszło mi też do głowy (choć może powinnam napisać - do łba), żeby sprawdzić prognozę pogody. Tymczasem w niedzielny poranek okazało się, że jest mgła, temperatura w okolicach 0 stopni, a gdzieniegdzie leży śnieg, który spadł w nocy. No i to by było tyle wychodzenia w ogóle z ciepłego domu. A trekkingi i porządne kurtki zostały w szafie...

wtorek, 28 lutego 2017

Zaświeciło słońce, zrobiło się ciepło i od razu odzyskałam energię. Rano budzę się wyspana i wypoczęta. Po pracy chce mi się zrobić jeszcze coś w domu albo na ogrodzie. Ja się jednak już nie nadaję do życia w zimnym klimacie. Kiedyś pogoda i temperatura mi nie przeszkadzały, ale obecnie czuję się jakbym przechodziła wtedy w stan wegetacji. Niby nie jest źle, ale wszystko spowalnia. Ostatnio szukając nowego kosza na bieliznę zawędrowałam na stoisko z farbami i myślę, że nie oprę się w tym roku pokusie przemalowania sypialni. W zasadzie ściany nie są brudne, bo nie tak dawno były malowane, ale - co tu dużo mówić - obecne kolory mi się znudziły. Są zbyt ciemne. Weszłam w jakąś dziwną fazę słonecznych, jasnych, rozświetlających kolorów. Najchętniej na jedną ze ścian położyłabym jakąś świetlistą tapetę, ale nie wiem czy mój pomysł zyska uznanie w rodzinie. Znaczy, wiem że nie zyska już sama koncepcja przemalowania pokoju, a wszelka dodatkowa praca może okazać się gwoździem do trumny dla pomysłu. Chyba, że... chyba że całą "operację" przeprowadzę sama, pozbywając się rodziny na jakiś długi weekend. Ewentualnie z kilkoma zakręconymi koleżankami, które można by namówić do pomocy organizując kilkudniowego grilla połączonego z malowaniem ;) Przy okazji chciałam wymienić łóżko, bo jest za duże (przez co jest co prawda bardzo wygodne, ale zajmuje za dużo miejsca w pokoju) i rozklekotane, bo moje dziecię kiedyś uwielbiało po nim skakać, a ja patrzyłam na to z przymrużeniem oka dopóki nie okazało się, że nie da się go poskręcać tak, żeby nie trzeszczało przy każdym przekręceniu się na drugi bok. No i w dodatku wybrudziła mi się tapicerka z jednej strony. Nigdy więcej mebli tapicerowanych. Tym razem wybiorę porządne łóżko sosnowe, a "tapicerkę" na zagłówek uszyję sobie sama. Będę miała pewność i co do jej grubości i miękkości, i co do tego, że w razie czego mogę zdjąć i wyprać, albo po prostu wyrzucić, jak zmienię kolorystykę pokoju :)

Dziś Ostatki, więc idę upiec pączki na pyszne zakończenie karnawału :)

Jutro co prawda Popielec, ale jakiś taki mało postny i mało smutny, biorąc pod uwagę fakt, że to 1 marca. Marzec co prawda czasem bywa ponurym miesiącem, ale jednak napawa nadzieją na szybką wiosnę, więc nie jest tak przygnębiający jak jesienne miesiące.

Smacznych Ostatków :)

17:41, ktysia44
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2017

Hmmmm.... Spisałam 16 postanowień noworocznych. Minął już prawie miesiąc i wszystkie leżą odłogiem... A myślałam, że jak będzie ich tak dużo to coś ruszę... Oby do wiosny. Wypada już chyba tylko liczyć na to, że w wiosennym przypływie energii któreś zrealizuję. 

Dziś przeczytałam o lansowaniu idiotycznej mody na kolczyki na paznokciach... Czekam na wersję letnią - tipsy na palcach u stóp i kolczyki na nich... :)

poniedziałek, 02 stycznia 2017

W tym roku poszłam nie tylko na jakość ale i na ilość... noworocznych postanowień. Póki co spisałam ich 16, ale kojarzy mi się, że jeszcze coś tam chciałam dodać. Stwierdziłam, że czym więcej ich będzie, tym większe prawdopodobieństwo, że pod koniec roku będę miała co wykreślać :) Oby.

A w związku z początkiem Nowego Roku, życzę Wam, żeby Was w tym roku spotykały wyłącznie dobre rzeczy i mili ludzie :)

***

W tym roku dzieciaki miały wyjątkowo krótką przerwę świąteczną. Drugiego stycznia iść do szkoły to żadna przyjemność, biorąc pod uwagę, że bywało tak, że szły bodajże 7 czy 8... W dodatku robi się zimno i ma być coraz zimniej, więc dojazd na rowerze, tak uwielbiamy przez dzieci z naszego osiedla, odpada. A sam rower ostatnio musieliśmy zabrać do mieszkania, bo po świętach pękła rura w komórce lokatorskiej i trzeba było ją opróżnić z rzeczy przydatnych i rupieci (skutek: porządek i wyrzuconych mnóstwo śmieci, znaczy: dawno nie używanych rzeczy, które pewnie leżałyby tam przez następne dziesiątki lat tak "na wszelki wypadek"). A że niestety mamy zimę, więc samo osuszanie po zlaniach zajmie pewnie więcej czasu niż zajęłoby latem i jeszcze trochę powkurzamy się z powodu zagraconego mieszkania. Ale co zrobić.

Ferie zimowe w naszym województwie będą dopiero za 1,5 miesiąca. Dziecko dogadało się w święta z kuzynem, że na pierwszy tydzień pojedzie do niego, a na drugi to kuzyn przyjedzie do nas. No ok, może nie spędzą całych ferii przed kompem. Ostatecznie każdy z nich ma po jednym, a gra na zmianę nie jest taka przyjemna. Muszę poszukać im propozycji co by tu można robić i wysłać ich gdzieś na basen, lodowisko, do kina, parku trampolin czy choćby na wycieczkę po mieście...

Oj, ciężki dziś dzień. Trzeba się położyć, bo czuję, że jeszcze nie odespałam Sylwestra ;)

wtorek, 22 listopada 2016

Ponoć jednolity podatek tym razem nie wypali. Nie wiem czy to dobrze czy źle, bo biorąc pod uwagę wydatki państwa i tak pewnie będzie drożej niż było. A już jest drogo porównując kwoty brutto i netto. A później dziwią się, że Polacy wolą zakładać firmy za granicą. Może należałoby pomyśleć dlaczego. Może należałoby sprawdzić stawki, to co można wrzucić w koszty, porównać wydatki własne i biurowce urzędów np. skarbowych i ZUSu do ich zagranicznych odpowiedników, może należałoby popatrzeć na zwolnienia podatkowe posłów i reszty Polaków, na podejście urzędów do "petentów", którzy na pewno płacą za mało, itd.

A z innego tematu - podobno dziś wieczorem dotrze do Ziemi słoneczna burza magnetyczna. Ciekawe czy będzie u nas widać zorzę polarną...

środa, 12 października 2016

Ostatnio oglądałam kilka programów dotyczących szkodliwości cukru i przede wszystkim tego, ile tak naprawdę jest go w żywności. Co prawda wcześniej słyszałam o raportach WHO, ale tak jakoś puściłam je mimo uszu. Do tej pory starałam się unikać tylko produktów z zawartością oleju palmowego, ale teraz cukier trafił u mnie na cenzurowane. I zastrzegam: nie jestem żywieniową histeryczką. W zasadzie trzymam się diety ok. 2000 kalorii wyłącznie z lenistwa (bo nie przepadam za ćwiczeniami), a nadmierną ilość kilogramów zrzucałam na tabletki hormonalne. Teraz mam wrażenie, że niesłusznie. Co ciekawe, do walki z ilością cukru - na razie tylko w napojach - przyłącza się także WHO popierając inicjatywy różnych państw nałożenia większych podatków na napoje zawierające cukier. Teoretycznie mi to bez różnicy, bo piję tylko wodę, herbatę i kawę, ale moje dziecko uwielbia soki i colę, które wbrew pozorom zawierają ogromne ilości cukru. Wiecie, że zdrowa norma dzienna cukru to ok. 6 łyżeczek? Ale jeśli myślicie, że skoro nie słodzicie kawy czy herbaty to jesteście daleko od jej osiągnięcia, to się grubo mylicie. Przykłady: w 100 g białego sera jest ok. 1 łyżeczki cukru, w 100 g dżemu niskosłodzonego - 9-10 łyżeczek, w 100 g keczupu - ok. 5 łyżeczek czyli tyle ile w najmniejszym 40 - gramowym snickersie, 1 duże jabłko to ok. 4 łyżeczek, itd. Zresztą sprawdźcie sami zawartość swoich lodówek i szafek. 1 łyżeczka cukru to ok. 4 gramy. O ilości cukru w nutelli nawet nie wspomnę... Chociaż moim zdaniem napoje są rzeczywiście najbardziej zdradliwe, bo napijesz się, woda przeleci, a cukier zostaje... Wiele napojów ma sporą zawartość kwasów, do których posłodzenia używa się dużej ilości cukru - w granicach ok. 25 łyżeczek na litr !!!

A jeśli uważacie, że to ściema i nie ma się czym martwić, to sprawdźcie chociaż ile cukru mają jogurty, serki, soczki i różnego rodzaju "zdrowe" płatki śniadaniowe, które serwujecie swoim maluchom...

piątek, 02 września 2016

Cudowne było tegoroczne lato. Kilka dni upałów, a poza tym przyjemne dwadzieścia-kilka stopni. Takie prawdziwe, jakie pamiętam z dzieciństwa, sprzyjające wychodzeniu z domu a nie zamykaniu się w klimatyzowanych pomieszczeniach. Tak się przyzwyczaiłam do jeżdżenia codziennie wieczorkiem na rowerze, że nie wiem jak to będzie jak w końcu dopadnie nas jesień, szarówka i deszcze. Bo w końcu ta sielanka się skończy... A jeżdżąc po okolicy odkryłam dwie nowe trasy poprowadzone niemal na całości drogami rowerowymi, a więc tymi, na których czuję się najbezpieczniej, choć oczywiście zawsze trzeba uważać, bo rowerzyści są często strasznie roztrzepani; niektórzy potrafią też na rowerach "wyprowadzać" psy swobodnie biegające w pobliżu pana i już kilka razy mi się zdarzyło, że zwierzaki wybiegały mi przed kołem. Ostatnio taki rozbrykany niemały już szczeniak przestraszył się roweru jadącego przede mną, a może chciał się z nim pobawić (trudno analizować myśli szczeniaka) i wbiegł na drogę wprost pod samochód. Szczeniak przeżył, choć poturbowany, a kolejny samochód wjechał jeszcze w tył tego co przygrzmocił w psa. I cała kraksa przez jednego nieodpowiedzialnego rowerzystę, który uważa, że skoro zwierzak nie ugryzie to może sobie biegać wszędzie swobodnie. Oczywiście nie kłócę się o to, że ten drugi samochód powinien zachować większą odległość i zapewne za uszkodzony tył pierwszego samochodu pójdzie od niego odszkodowanie z OC jako od sprawcy wypadku. Ale kto zapłaci za pęknięty zderzak z przodu? Rowerzysta dobrowolnie zapewne nie, bo wykłócał się od razu z wszystkimi wielce obrażony, że samochody jeżdżą po drodze, że nie uważają, że przy drodze rosną krzaki zasłaniające widoczność na drogę rowerową, z której wybiegł pies, a mogło dziecko (nie daj Bóg oddać takiemu dziecko pod opiekę), itd.

W tym roku szkolnym :) wdrażam poważny plan oszczędnościowy, ponieważ w czasie wakacji pojechaliśmy z finansami po bandzie i pewnie jeszcze przez 2-3 miesiące będzie nas to łupało po kieszeniach. Nigdy więcej takich szaleństw. Kasa ma być wcześniej odłożona i tylko za nią będziemy podróżować, żeby nie trzeba było nadszarpywać bieżącego budżetu i wchodzić na debet. Jeny, jak ja nie znoszę być pod kreską. Nawet usprawiedliwienia "szczytnych celów" nie poprawiają mi wtedy humoru, a co dopiero zwykłe finansowe, wycieczkowe rozpasanie. Tym bardziej, że rozpoczął się nowy rok szkolny i nadprogramowych wydatków się nie uniknie.

Dość narzekania. Liczę na piękny wrzesień, podobny do sierpnia. I na piękny, kolorowy październik też :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi