RSS
środa, 03 sierpnia 2016

W zeszłą niedzielę wybraliśmy się do Sobótki. Nie było nas tam przez ładnych parę lat, więc zdziwiliśmy się ze zmian. A dziecko ucieszyło się ujrzawszy park linowy. I w tym miejscu skończyła się nasza przechadzka :)

park linowy

czwartek, 07 lipca 2016

Wolność słowa ma swoje plusy i minusy. Dobrze, że można wypowiadać się na różne tematy, chwaląc je lub krytykując - w zależności od zdania, a niedobrze - kiedy krytyka jest nieuzasadniona i po prostu złośliwa. Generalnie w internecie panuje przekonanie o anonimowości, z którą związana jest bezkarność oraz o tym, że jeden niezadowolony klient może więcej niż tysiąc zadowolonych. Dlaczego? Bo ludzi jest mnóstwo, więc nie sposób wszystkich ścigać, a co do tych klientów - to jak ktoś jest zadowolony to rzadko kiedy wypisuje laurki, ale jak jest niezadowolony to potrafi firmę czy osobę obsmarować w wielu miejscach niszcząc jej wizerunek. Jeśli dodamy do tego złośliwe komentarze i opinie konkurencji lub przez konkurencję zlecone, to pojawia nam się zniekształcony obraz firm. No i nie zapominajmy o marketingu szeptanym, czyli wychwalaniu pod niebiosa i polecaniu różnych produktów czy firm, tworzeniu pozytywnego, niekoniecznie prawdziwego wizerunku. Można się pogubić w tym co tak naprawdę jest dobre, a co złe. Tym bardziej, że administratorzy często nie chcą usuwać niekorzystnych komentarzy tłumacząc, że każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie, opinię. OK, zgadzam się, tylko że nie ma "wentyla" jak zweryfikować to czy jest to opinia, czy po prostu złośliwość. Spotkałam się już z sytuacją, że firmy kasowały swoje profile z różnych stron, bo pewnego dnia (lub w ciągu kilku dni) nagle ich profil został zasypany masą niekorzystnych opinii od osób, które podawały się za ich klientów, a nigdy nimi nie były, a administratorzy odmówili usunięcia. To minus każdej informacji publikowanej w sieci. Tak samo z hejtem mogą spotkać się osoby prywatne - ich zdjęcia czy komentarze, jak i firmy. I na nic się zda latami prowadzone budowanie wizerunku pracodawcy, pracownika, sprzedawcy, pensjonatu, hotelu czy nawet miasta, jak ktoś złośliwie obsmaruje ich w necie, co ma wpływ na kolejne osoby poszukujące pracy, bazy noclegowej czy fajnych miejsc do odwiedzenia. Internet to potężne medium, więc dobrze to i niedobrze, że mamy wolność słowa, bo wiek czasem/często nie idzie w parze z odpowiedzialnością i dojrzałością, a naród bywa złośliwy. I w ten sposób mamy pata, bo z jednej strony nie wyobrażam sobie tłumaczenia się z każdego komentarza, a z drugiej - dobijająca jest niemożność usunięcia opinii fałszywej i niesprawiedliwej. Przykład: kupiłam coś na allegro, zapłaciłam od razu; miałam problem ze skontaktowaniem się ze sprzedawcą, przysłał produkt po bardzo długim czasie w dodatku inny, nie taki jak zamawiałam; złożyłam reklamację, odesłałam go od razu; znowu był długi czas bez odpowiedzi, po którym przysłał kolejny produkt znów nie taki jak być powinien; nie chciało mi się już z nim szarpać, więc wystawiłam negatywa z opisem sytuacji; w odpowiedzi dostałam... też negatywa - z uzasadnieniem: upierdliwy klient... Opinia allegro: sami się dogadajcie, my nie ingerujemy w opinie. A jednocześnie lubię czytać opinie o produktach przed ich zakupem, bo jak inaczej się dowiedzieć czy zmywarka rzeczywiście dobrze zmywa i cicho chodzi, czy ciuchy są dobrej jakości, czy produkty są rzeczywiście oryginalne, czy fototapeta fajnie wygląda i jak się ją przykleja, itd... I tak trwa sobie obieg opinii, w części nie prawdziwych :)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

No to Google zrobiło falstart i dzień wcześniej ogłosiło pierwszy dzień lata :)

Tak naprawdę lato zaczyna się jutro, a konkretnie w nocy z dziś na jutro. Oczywiście astronomiczne, bo klimatyczne zaczęło się już pewnie jakiś czas temu (uważa się, że zaczyna się wtedy, gdy średnie dobowe temperatury przekroczą 15 stopni C).

A ja szukam sposobu, żeby mi ten piękny letni czas ciągnął się jak najdłużej, żeby nie uciekł jak zając i nie zamienił się w ułamku chwili w nowy rok...

czwartek, 12 maja 2016

Ostatnio opętał mnie jakiś szał zakupów, co na szczęście zwykle mi się nie zdarza, no i "obudziłam się" w połowie miesiąca z niemal pustym kontem i przepełnionymi szafkami. Z szafkami sobie poradziłam pakując dawno nie noszone ciuchy do kontenerów PCK. Z pustym kontem jeszcze nie. Całe szczęście, że jestem typem chomika, który lubi mieć zapasy, więc mam z czego gotować. Okazało się, że mam takie nadwyżki produktów, że w zasadzie mogę przeżyć do końca miesiąca kupując tylko pieczywo :) Więc chyba jakoś wybrnę nie wchodząc na debet. To "chyba" jest spowodowane moją zamierzoną wizytą u rodziców, którym chciałam kupić pawilon na ogródek, żeby nie trzeba było uciekać do domu robiąc grilla, kiedy zacznie kropić, co się niestety złośliwie zdarza. Pewnie trzeba będzie przełożyć to na przyszły miesiąc... A szkoda.

Szczerze współczuję osobom uzależnionym od zakupów. Jak się wpadnie w nałóg, to myślę, że trudniej z niego wyjść niż z uzależnienia od papierosów. Tym bardziej, że nie da się uniknąć bywania w sklepach.

środa, 06 kwietnia 2016

Kiedy byłam mała chyba co rok chodziłam z mamą zawsze wiosną do okulisty (prywatnie, a jakże). Lekarz zawsze twierdził, że mam zapalenie spojówek i wmawiał mamie, że dziecko się bawi na dworze, brudnymi rękami oczy zamazuje, więc choruje. Później była bardzo nieprzyjemna terapia kroplami do oczu i maściami. Dopiero po kilku ładnych latach zmienił się lekarz, a nowy stwierdził, że to żadne zapalenie spojówek tylko alergia. A po kilku kolejnych latach wszystko przeszło i już wiosną nie wyglądałam jak wampir :) Ale... od dwóch lat moja alergia wróciła, choć tym razem w postaci kichania i kataru, i znowu wiosną, jak wszystko się budzi do życia. Nie mam pojęcia co teraz lata w powietrzu, ale najwyraźniej mój nos tego nie lubi. Na szczęście syropy odczulające pomagają. Być może to coś związanego z osikami, które teraz kwitną, a przed moim oknem rośnie właśnie takie wielkie drzewo. Zresztą nieważne, i tak nie mam czasu biegać na testy, tym bardziej, że to nic nie da - po prostu będę piła syrop albo brała tabletki tak jak i teraz, a z powodu jakiejś tam krótkotrwałej dolegliwości nie wytnę drzewa.

Po niemal 7 latach znowu sobie przypomnieli o naszym osiedlu świadkowie Jehowy. Długo ich nie było, a ostatnio znów zaczęli odwiedziny. Podziwiam wytrwałość w chodzeniu po domach, ja bym się nie nadawała; choć oczywiście jest to również irytujące. Ostatnio zrobiłam sobie cudownie przyjemną kąpiel, a tu ktoś dzwoni. Wygramoliłam się z wanny, bo myślałam, że rodzinka wraca i zapomniała kluczy, w dodatku zanim dotarłam do przedpokoju wideodomofon się wyłączył i nie widziałam kto tam stoi. Otworzyłam drzwi i drę się, żeby włączyli jeszcze raz, na co wyszedł sąsiad zna przeciwka... a potem okazało się, że to przyszli świadkowie Jehowy i niepotrzebnie zrobiłam cały cyrk. Od tej pory zapowiedziałam rodzinie, że mają nosić klucze, bo jak będę zajęta to nie otworzę i niech sobie robią co chcą.

Synoptycy zapowiadali od dziś duże ochłodzenie i nieustające deszcze. Na szczęście prognozy się nie sprawdziły, tzn. co prawda trochę rano popadało, ale przed południem się rozpogodziło i znów jest piękna pogoda, chociaż jest parę stopni chłodniej niż wczoraj. W każdym bądź razie: bez tragedii. Oby tak dalej. Wyprałam już kurtki zimowe, schowałam i nie zamierzam ich wyciągać przed - powiedzmy - listopadem :)

poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Dziś był tak piękny, słoneczny i ciepły dzień, że trzeba go upamiętnić wpisem. Temperatura na dworze wynosiła ponad 21 stopni. Wszystkie okna miałam otworzone (a może otwarte... hmmm...), ba część nadal mam. Może da się w nocy spać przy uchylonym, tak jak lubię :) Wegetacja szaleje. Ani się nie obejrzymy a wszystko będzie zielone. Jest pięknie i oby jak najdłużej tak pozostało. Jak dla mnie to idealna temperatura - bez upałów i bez chłodu. Można spacerować w lekkim sweterku i balerinach.

czwartek, 24 marca 2016

W tym roku wzięłam sobie tyle wolnego, ile ma dziecko, tzn. od czwartku do wtorku, oczywiście z zamiarem sprzątania, gotowania, pieczenia i robienia zakupów, a tymczasem buszuję w internecie :) Ale to tylko krótka przerwa i w dodatku wkalkulowana w sprzątanie. Zapędziłam się do komórki w poszukiwaniu słoika, żeby zrobić zakwas do żurku, a tam napotkałam tradycyjny bałagan, który obiecuję sobie uprzątnąć przed każdym urlopem, po czym w tym szczęśliwym czasie nie mam kiedy się za to zabrać. Postanowiłam więc zrobić mały kroczek w kierunku porządku. Tyle tylko, że jestem wychowana staromodnie i szkoda mi wyrzucać dobrych (choć niepotrzebnych) rzeczy. A że tak sobie myślę, że wiele osób może szukać tego co dla mnie zbędne, postanowiłam je wystawić na pewnym portalu i w chwilę po wystawieniu już znalazłam dwóch chętnych na łóżeczko po dziecku. To mnie zachęciło do wystawienia wózka. Fajnie byłoby się go pozbyć, bo zajmuje bardzo dużo miejsca, a więcej dzieci nie planujemy (500 zł to żadna motywacja;) ), więc tylko stoi. W czasie, gdy był kupowany za najlepsze wózki dziecięce uważano te głębokie, bo i dziecko miało wygodniej i dłużej w nim mogło jeździć. Teraz przeważają małe wózeczki wielofunkcyjne i doprawdy nie wiem jak się tam mieszczą dzieciaczki po powiedzmy 3 miesiącach. Ale to już wybór rodziców. W każdym bądź razie wystawiłam nasz wózek i miałabym wielką ochotę przejrzeć resztę rzeczy, ale obawiam się, ze zabraknie mi czasu na powyciąganie, sprawdzenie, wyczyszczenie, sfotografowanie i wystawienie. Może we wtorek mi się uda, tym bardziej, że ma być ładniejsza pogoda, a tam za ciepło nie jest. No i jeszcze muszę nastawić w końcu ten zakwas, bo słoik przyniosłam i na tym się moja praca skończyła, a w zasadzie powinnam zrobić to już dawno. Mam nadzieję, że zdąży się skwasić, bo jak nie, to będę zdana na żurek z torebki.

I żebym nie zapomniała, to piszę sobie tu notatkę o konieczności kupienia psikawek, bo w poniedziałek rano przy mojej rodzinie nie ma litości. Zwykle dom pływa, ściany trzeba suszyć, podobnie jak ubrania, włosy i wszystko co stanie na drodze rozwydrzonej dzieciarni. A my nie pozostajemy im dłużni, bo co by to był za lany poniedziałek bez porządnego lania :)

Przy okazji składam Wam, drodzy Czytelnicy, którzy zajrzeliście na mojego bloga, najserdeczniejsze życzenia świąteczne: bawcie się dobrze, świętujcie, nie przejadajcie się, cieszcie się piękną pogodą (tak przynajmniej zapowiadają), pięknymi Świętami, wiosną i rodziną. Wszystkiego dobrego!!! No i smacznego :)

 

poniedziałek, 14 marca 2016

Można przyjąć, że za półtora tygodnia Święta... A ja jakoś zapomniałam o tym i nie mam jeszcze nawet żadnych planów związanych ze świętowaniem... Myśląc raczej o wiośnie miałam się wybrać na zakupy, ale zapowiadają do końca marca brzydką, zimną pogodę, więc chyba to odłożę. Tym bardziej, że więcej kasy się wyda na święta, więc trzeba by jakoś rozsądnie rozłożyć wydatki.

piątek, 04 marca 2016

Dziecko niestety ferie przesiedziało w domu. Pogoda nie sprzyjała nawet wyjazdom weekendowym. A wkrótce po feriach rozchorowało się, więc sporo wolnego sobie wygospodarowało. Niestety, w szkole dużo się dzieje, więc każdy dzień niechodzenia jest związany później z nadganianiem materiału i zaliczaniem zaległości. Doprawdy, gorzej niż w pracy.

Od dłuższego czasu przerabiają w szkole gimpa... Wczoraj miałam "przyjemność" przysiąść przy tym programie. Koszmar to mało powiedziane. Nie wiem po co się go uczą. Jest trudny i w zasadzie nigdzie nie używany. Zrobić w nim coś to masakra. Szczerze współczuję dzieciakom, że muszą się nim zajmować.

Ostatnio byliśmy u znajomych. Całe szczęście, że tak sobie posiedzieć i pogadać, nic oficjalnego więc ubrałam bluzę, której mi nie żal... Jakiś czas temu kupili sobie pieska. Piesek ma już ponad półtora roku, więc szczeniakiem nie jest, ale nie jest tresowany, a tylko rozpuszczany; wszystko gryzie. Żebyście widzieli rękawy mojej bluzy po tej wizycie... Lubię zwierzęta, ale nie wyobrażam sobie trzymania w mieszkaniu psa, którego się nie tresuje, bo jedyne co on potrafi to załatwić się na dworze. Poza tym nikogo się nie słucha i robi co chce... Jedyny plus sytuacji to ten, że bez wyrzutów sumienia mogę się wybrać na zakupy po nową garderobę :) Oczywiście nie tylko po bluzę :)

Od dziś zaczynam ambitnie powtarzać angielski, bo stwierdziłam, że dużo rzeczy mi z głowy wywietrzało przez lata nie używania, albo raczej używania w ograniczonym zakresie. Oby mi się udało wrzucić to na stałe do mojego harmonogramu dnia. Grunt to przyzwyczajenie. Później już będzie łatwo :)

środa, 03 lutego 2016

Zupełnie nie mam pomysłu co zrobić z dzieckiem w ferie. Na zimowisko zabrakło funduszy, więc na razie siedzi w domu przed komputerem, co powoduje ciągłe awantury, bo kompletnie nie potrafi odciąć się od sieci. Wciąż tylko gierki i facebook. Z innymi dzieciakami nie chce się spotykać, tzn. oni też siedzą w domach i spotykają się wszyscy w wirtualnym świecie. Nie bardzo mogę, a właściwie nie mogę, wziąć teraz urlopu, żeby organizować mu życie i zajęcia. 

Macie jakieś pomysły co zrobić z dzieckiem w czasie ferii?

Szkoła organizuje zajęcia tylko dla najmłodszych, innych ofert zajęć w okolicy brak.

W zasadzie wolałabym, żeby ferii w ogóle nie było. Byłoby to na pewno zdrowsze dla dzieci.

*****

Zastanawiam się czy nie zrobić już rezerwacji na wakacje. Znajomi robili w czerwcu zeszłego roku rezerwacje na zimowy wyjazd i zapłacili poniżej 40% ceny obowiązującej obecnie. Może gdybym teraz wybrała wyjazd i wpłaciła zaliczkę, byłoby równie korzystnie... Pytanie tylko: gdzie jechać? No i ryzyko, bo plany urlopowe jeszcze nie klepnięte. Chyba, że zrobię totalną samowolkę i sama podejmę decyzję ;) Co też wiąże się z pewnym ryzykiem, bo kupione swego czasu w ten sposób bilety na koncert musiałam czym prędzej puścić na Allegro, bo się okazało, że Mój zaparł się rękami i nogami i jechać nie chciał.

W pracy na razie względny spokój, w sensie nie ma żadnych akcji wyjazdowych, ani projektów, które wymagałyby siedzenia po godzinach. Dla "rozrywki" wdrażamy tylko nowy system crm, więc jest na razie ogólne niezadowolenie, bo jak dobry by on nie był, trzeba się uczyć nowego i do niego przyzwyczajać, a wiadomo, że zmian większość ludzi nie lubi. A przepraszam, była jedna zmiana, która się wszystkim spodobała - wymienili nam wszystkim krzesła i nie widziałam nikogo niezadowolonego z tego faktu ;)

Mojemu ostatnio podobają się czytniki e-booków. Ogląda je w każdym sklepie (w którym są). Zastanawiałam się czy nie kupić mu takiego w prezencie na Walentynki, choć z drugiej strony widzę, że od ponad roku nie czyta książek, które kiedyś regularnie kupował, tylko słucha audiobooków. Bez sensu by było kupić kolejny gadżet, który będzie leżał na półce...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi