RSS
poniedziałek, 20 listopada 2017

Naprawdę już tak późno? Kończy się kolejny rok? Dziś dziecko przyniosło ze szkoły karteczkę z wylosowaną osobą, której ma zrobić Mikołajka. Nie nadążam za uciekającym czasem. Strasznie to przykre... Ale cóż, trzeba będzie pochodzić po sklepach.

Tagi: mikołajki
15:53, ktysia44
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 października 2017

Patrząc na zdjęcia z północy i południa Europy (zaśnieżonych), dochodzę do wniosku, że czeka nas kolejna długa zima. Tym bardziej cieszy mnie zapowiadana na weekend ładna pogoda. Zamierzam wykorzystać ją, żeby nacieszyć oczy cudownymi jesiennymi kolorami, a skórę - przyjemnym ciepełkiem :) Dyskutujemy teraz tylko w rodzinie czy wybrać się na wycieczkę do Parku Mużakowskiego czy Przemkowskiego Parku Krajobrazowego. I tu i tu pięknie. I tu i tu z dala od miast i zasmrodzonych już okolic. Bo niestety u nas jakość powietrza już się psuje. Wiele osób pali ogniska z liści i suchych traw (mimo udostępnionych brązowych worków zabieranych systematycznie na kompost), a znaczna część (sądząc po zapachu) także śmieci. Dwa dni temu wróciłam z rowerowej przejażdżki po prostu zaczadzona, z bólem głowy, a że lubię aktywność na świeżym powietrzu, które jest świeże tylko z nazwy, więc poważnie zastanawiam się nad zakupem maseczki do oddychania. Koreańczycy i Chińczycy mieszkający w naszej okolicy noszą je przez całą zimę, a niektórzy i przez cały rok. Statystyki dotyczące zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza w naszym pięknym kraju są przerażające. Więc może ma to sens. Politycy liczą na ciągły przyrost ludności, podczas gdy obecni mieszkańcy tak psują planetę, że jeśli nic z tym nie zrobią, to kolejne pokolenia będą chodzić w kosmicznych kombinezonach.

Ostatnio smarowałam części od roweru naftą i tak mi się skojarzyło "zapachowo", że mama kiedyś kupowała naftę kosmetyczną do włosów. Muszę jej zapytać, czy rzeczywiście coś to pomagało (bo wiele starych metod jest lepszych od obecnych) i na co. Bo przydałby mi się jakiś specyfik hamujący wypadanie włosów. Niby człowiek latem najzdrowiej się odżywia, a jesienią zawsze gubię mnóstwo włosów. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zapewne nie jest to związane z dietą.

Szkoła Dziecka aktualnie bierze udział w tylu akcjach charytatywnych, że już się w tym gubię. Zbierają albo kasę, albo przybory szkolne, książki czy zabawki. Do każdej zbiórki coś tam kupujemy i dorzucamy, ale okazało się, ze Młody "od siebie" też dodaje :) Wczoraj przyznał się, że wydał wszystkie swoje oszczędności, bo "to ważne, mamo". I jak tu nauczyć dziecko, że pomaganie jest dobrą, szlachetną i wartościową rzeczą, ale należy mieć także na względzie to, że samemu jakoś trzeba się utrzymać, żeby nie musieć prosić innych o pomoc. Bo niestety nie wszyscy są tacy szlachetni i to, że my pomagamy nie oznacza, że w razie czego ktoś nam pomoże... Niestety wszędzie jest potrzebny zdrowy rozsądek, nawet jak chciałoby się więcej.

środa, 06 września 2017

Hm... :) Przeczytałam poprzedni wpis z pobłażliwym uśmiechem. Bo widzę, że kolejny raz dałam się ponieść wyobraźni i zaplanowałam wszystko co do dnia, żeby nie powiedzieć co do godziny. Okazało się, że - jak to w takiej sytuacji bywa - nie udało się zrealizować wszystkich planów, co na szczęście nie zmienia faktu, że było fantastycznie. Stwierdzić muszę, że południowo - wschodnia Polska jest przepiękna. Aż miałoby się ochotę tam zamieszkać. Nie odbiega też ekonomicznie - przynajmniej wizualnie - od Polski zachodniej.

Pomimo, że moje plany "łażenia" okazały się zbyt ambitne dla rodziny, udało nam się przejść ładny kawałek Bieszczad. Całe szczęście, że zainwestowaliśmy w porządne buty, bo czasem aż włos się na głowie jeżył na widok tego w czym ludzie się w góry zapuszczają. Uważam, że akcje ściągania takich - co tu kryć: głupich - turystów powinny być płatne, podobnie jak ratowanie "klapkowiczów" z różnych opresji. Sankcje ekonomiczne są zazwyczaj skuteczne, więc może by tak w ten sposób nauczyć ludzi rozumu. 

A tak w ogóle to urlop, urlop i po urlopie. Jak by nie patrzyć - przykra sprawa.

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

W tym tygodniu w końcu wyjeżdżamy na urlop. Tym razem w Bieszczady. Zwykle przed wyjazdem sprawdzam co ciekawego można zobaczyć w miejscu dokąd jedziemy i w okolicach, jaka jest baza gastronomiczna i co można tam robić w razie niepogody.

W weekend posiedziałam trochę, poczytałam, poprzeglądałam fotki i wybrałam co chciałabym zobaczyć. Wyszło mi, że po pierwsze - połoniny. Trasy zaznaczyłam na mapie, żeby nie było wątpliwości :) Po drugie - chcę się przejechać bieszczadzką wąskotorówką. Po trzecie - wybrane drewniane cerkwie (jest ich za dużo, żeby zobaczyć wszystkie, ale wybrałam 2). Po czwarte - w drodze tam i z powrotem chcę zahaczyć o Sanok i Krosno. Po piąte - Solina, to coś co chcę zobaczyć, po czym chcę popływać kajakiem, a może i wpław, jeśli pogoda pozwoli, a woda nie okaże się zbyt zimna (nie mam zaufania do temperatury wody w górach). Po szóste - na pewno chcę się wgramolić na Tarnicę i Opołonek (od strony ukraińskiej, chyba że dostanę zgodę od polskiej). Po siódme - skansen Łemków. Po ósme - wodospady (nie jakieś imponujące, ale są).

Pospisywałam sobie także polecane restauracje w kilku miejscowościach - w tej, w której będę oraz w tych, przez które planuję przechodzić czy przejeżdżać. Dla nas to dość ważne, bo nie mamy zapewnionego wyżywienia na miejscu, a od razu zastrzegłam, że gotować nie będę, bo mi szkoda czasu :)

Interesuje mnie jeszcze w jakim stanie są tamtejsze drogi i czy da się na nich pojeździć na... rolkach? :) Wie ktoś może?

Oczywiście w razie brzydkiej pogody (oby takiej nie było) będziemy jeździć po większych miejscowościach, no i wybierzemy się na przejażdżkę wąskotorówką (nią, tak czy inaczej). Czytałam, że w tym roku jest takie zainteresowanie tą kolejką, że uruchomili dodatkowe kursy. Mam nadzieję, że nie działa tam żaden system kolejkowy i nie będziemy musieli czekać z numerkiem w ręce na nasz kurs :) Innych planów w razie awaryjnej pogody nie mam. Chyba, że ją olejemy, ubierzemy się w przeciwdeszczówki i będziemy chodzić zgodnie z planem...

A Wy? Byliście w Bieszczadach? Polecicie coś? Oczywiście wiem, że nie wszystko da się zobaczyć w ciągu jednego urlopu, ale może (a nawet na pewno) jest przy którejś drodze coś co warto zobaczyć, a co jest zwykle pomijane przez turystów?

wtorek, 11 lipca 2017

W sumie, póki co nie jest źle. Przynajmniej u nas, bo w innych częściach kraju bywa różnie: deszcze, burze, trąby powietrzne... A u nas jest ciepło, rzadko kiedy upalnie, więc tak jak lubię. Lubię temperatury poniżej 30 stopni i powyżej 20, i tak jest. Od czasu do czasu pada deszcz oczyszczając ulice z kurzu i pyłu, bo u nas z polewaczkami kiepsko. Wczoraj, przedwczoraj i w sobotę to nawet lało, a nie padało, ale szkód nie wyrządziło, więc nie ma co rozpaczać. A po deszczu jest takie fajne, rześkie, czyste powietrze. Aż lepiej się oddycha i lepiej śpi.

Niestety pojawiły się komary. Nie można już bezkarnie pospacerować nie tylko po parku, ale także po "normalnym" terenie, zwłaszcza wieczorami. W lasach jest też więcej kleszczy. Młody, który w tym roku, podobnie jak w zeszłym, wybrał się pod namioty, mówi, że kolega złapał ich już 6!!! W zeszłym roku tylko pojedyncze osoby miały po jednym. Mam nadzieję, że chociaż ogląda się dokładnie i po powrocie nie okaże się, że jest nimi oblepiony jak zaniedbany, wiejski kundelek...

Ostatnio była przepiękna pełnia księżyca. Tarcza była taka ni to różowa, ni pomarańczowa. I wielka. Genialnie to wyglądało, zwłaszcza gdy był jeszcze nisko nad ziemią.

W zeszłym tygodniu postanowiłam przejść na kilka dni na dietę owocową... Ja wiem, że owoce mają sporo witamin i może to w sumie jest zdrowe, ale niestety mają też sporo cukru. W efekcie przybrało mi się na wadze 2 kg!!! Aż nie mogłam w to uwierzyć. Owocom powiedziałam więc dość. Wracam do poczciwego chleba i mięcha na obiad. One przynajmniej mi nie szkodzą.

Ech, aby do urlopu. Muszę już odpocząć. A po urlopie... zmiany. Bo przeglądając ostatnio oferty pracy dla siostry, stwierdzam, że jest mnóstwo ciekawych propozycji dla mnie. Dużo ciekawszych niż to co obecnie robię, zatem postanowiłam zmienić pracę :) Od jesieni.

wtorek, 20 czerwca 2017

Odnośnie ostatniego wpisu, to niestety na blogu nikt nie odpowiedział na moje pytanie. "Ankieta" przeprowadzona wśród znajomych wyszła, że tak. Hmm... Chyba bardziej nadaję się do wychowywania dziewczynek niż chłopców. Może jednak, nie tylko w Sparcie, dobry był zwyczaj, że powyżej któregoś tam roku życia chłopcy przechodzili pod opiekę ojców...

A zmieniając temat: dziś u nas piękne, słoneczne, upalne "przedlato". Ci, którzy mają wolne delektują się piękną pogodą, zapewne w plenerze. Ci, którzy muszą pracować, podkręcają klimę :) A dzieci, no cóż, zapewne z utęsknieniem wyczekują piątku. Albo lepiej - soboty. Co mi przypomina, że muszę się zorientować, na którą tym razem jest zakończenie roku szkolnego.

Oby w tym roku lato było u nas cieplejsze niż w zeszłym, bo nie zdecydowaliśmy się na żadne ciepłe strony świata. Wybraliśmy zarówno kolonie jak i wczasy w kraju. I będzie ok, byleby tylko pogoda dopisała. Te kolonie są pod namiotami, więc tym bardziej liczę na łagodną pogodę, a przynajmniej nie deszczową. Co do rodzinnego wyjazdu, to z kolei w założeniu ma być aktywny, a zatem tu również marzyłabym o słonecznej pogodzie. Nie będę zachłanna, może być trochę chłodniej ;)

Z tego co rozmawiałam ze znajomymi, w ogóle mnóstwo osób decyduje się w tym roku na urlop w kraju. I mnóstwo z nich wybiera się "wyjątkowo" w góry. Być może nadmorskie plaże są już do tego stopnia zatłoczone, że nawet naturalne ciągoty do plażingu zostały przez wielu poskromione. Nie wiem tylko czym zawiniły jeziora? :) No zobaczymy. Liczę jednak na to, że tłoku na szlakach nie będzie. 

Zrobiłam sobie listę spraw, które muszę załatwić przed wyjazdem. Ta lista, niestety, cały czas się wydłuża, bo co jakiś czas o czymś tam sobie jeszcze przypominam. Problem polega na tym, że się kurcze nie skraca. Myślałam, że podejdę do tematu zadaniowo, gdy to w końcu będzie spisane, a tu lipa. Lenistwo i brak czasu to jednak zmory. Jak nie jedno to drugie dopada człowieka.

czwartek, 08 czerwca 2017

No właśnie, takie jest pytanie, jak w tytule.

A sytuacja następująca: dziecko ma w szkole upierdliwego kolegę. Upierdliwego to mało powiedziane, bo gościu jest nie tylko kłótliwy, ale potrafi się szarpać z innymi, a właściwie innych, uniesiony emocjami po grze w piłkę na w-f, jakby to były mistrzostwa świata. Dziś moje dziecko od niego oberwało. Nie "oddał" bo jest nauczony, żeby się nie bić. Nabieram wątpliwości czy słusznie.

A Waszym zdaniem powinien czy nie? Chodzi o gimbusów, a więc dryblasów, którzy potrafią już nieźle przyłożyć.

piątek, 05 maja 2017

No więc przyszedł w końcu mój ulubiony miesiąc: zielony, pachnący, nie za ciepły, nie za zimny (zwykle), przeplatany krótkimi deszczami, po których intensywności bez problemów można rozpoznać jaki mamy miesiąc. Uwielbiam maj :) Zamierzam go spędzić maksymalnie poza domem. Nie żebym nie lubiła własnego lokum, ale szkoda w takim czasie w nim siedzieć.

Na szczęście w pracy panuje spokój, żadnej nagonki. Można spokojnie wyrobić się w ustawowe osiem godzin. To też zasługa nowych osób, które były już po prostu niezbędne. Dzięki nim nie tylko rozładowaliśmy ilość pracy, ale - nie ma co ukrywać - dostały w zakresie obowiązków rzeczy nie chciane przez nas. Takie, które robiliśmy bo nie miał się nimi kto zająć, ale właściwie często trochę na "czuja", bo ani nie było czasu ani ochoty, żeby w tych "marginalnych" sprawach się dokształcać. Więc - poza niechcianymi nadgodzinami - kamień z serca, bo o pomyłki nie trudno.

Nowe koleżanki (sztuk: dwie) są takie troszkę śmieszne, bo dla jednej jest to pierwsza praca, więc jest mieszanką entuzjazmu, niepewności i próby wykazania się. Druga pracowała wcześniej przy sprawach celnych, więc "żyje jeszcze na pograniczu dwóch światów". W praktyce oznacza to, że musimy wysłuchiwać opowiastek o poprzedniej pracy, czasem trudnych do pojęcia, czasem śmiesznych, czasem nudnawych jak ta o poszukiwaniu przez celników nielegalnych maszyn do produkcji papierosów, sprawdzaniu obcokrajowców podróżujących po kraju na innych blachach, "pilotowaniu" tirów, które ugrzęzły na innych granicach, itd. Ale nieważne, ważne, że są i że wkręcają się w pracę.

A przez to, że nie muszę siedzieć po godzinach, będę mogła dziś skorzystać z pięknej pogody. Po sprawdzeniu wczoraj prognozy, wybrałam się dziś na rowerze do pracy. Co prawda padający wcześniej deszcz trochę mnie przestraszył, ale już jest ok. Wkrótce można wracać spokojnie, zahaczając o park. Jest pięknie :)

czwartek, 06 kwietnia 2017

Nie wiem kto wymyślił powiedzenie, o tym że kwiecień przeplata lato z zimą, ale miał rację. Najlepszym przykładem jest dzisiejszy dzień: rano było zimno - teraz jest względnie ciepło. Rano padał deszcz, później śnieg, teraz świeci piękne słońce. Był wiatr, ale się uspokoił. Nie było co prawda mrozu, ale mroźnym powietrzem rano zawiewało. A więc pełen kalejdoskop doznań atmosferycznych jednego dnia.

Miło byłoby, gdybyśmy mogli już odfajkować zimę i liczyć - może nie na lato - ale przyjemną cieplutką wiosnę :)

wtorek, 21 marca 2017

W końcu się doczekaliśmy :) Dziś pierwszy dzień wiosny, tej kalendarzowej, bo astronomiczna ponoć zaczęła się wczoraj. Dla mnie wiosna zawsze będzie się zaczynać 21 marca, kiedy to chodziło się na wycieczki szkolne albo na wagary ;) Co dziwne, moje dziecię miało dziś normalne lekcje... U nas by to nie przeszło. Ale tego oczywiście mu nie powiem :)

Dzisiaj cieplutko, jutro ma być gorzej. Oby na krótko, bo już się nastawiam na spanie przy otwartym oknie i siedzenie z książką na tarasie. 

I tylko trochę szkoda, że wiosen nam przybywa...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi